Schyłek lata. Wyszłam na spacer. Wracam do domu. Kamienica. Człowiek. Bill Kaulitz.
Podeszłam Bliżej. Kulił się z zimna, przytuliłam go i przysiadłam obok.
- Bill.. Bill.. Mogę Ci jakoś pomóc?
Zaprzeczył oszczędnym ruchem głowy... Cholera...
- Hej... Chodź ze mną... - powiedziałam i ociągnęłam go za rękę. Bill..
Wstał, oparł na mnie jedno ramię i zaprowadziłam go do siebie, zemdlał tuż przed domem.
Był strasznie chudy, więc bez większego wysiłku wniosłam go i położyłam na kanapie okrywając kocem. Po chwili blondyn się obudził
- Gdzie ja jestem?
- W moim domu, spokojnie - uśmiechnęłam się promiennie.
- A moja torba ?!
- Też tu jest, Ciiii...
Dałam mu butelkę wody. Upił kilka łyków i zasnął. Widocznie potrzebny mu sen.
RANO
Wstałam i po cichu zeszłam na dół. Billy nadal spał. Wyglądał tak uroczo... nagle się obudził i na mnie spojrzał. Strzeliłam buraka aż milo, lecz on perliście się zaśmiał. Spytałam czy dobrze mu się spało i cz ma ochotę na śniadanie. Odpowiedział podwójnym tak.
Gdy przygotowywałam śniadanie On patrzył przez cały czas na moje ręce. Znowu spaliłam cegłę, po chwili usiadłam przy stole. Wiedząc, że cała się rumienię odwróciłam wzrok.
- Czemu na mnie nie patrzysz? - spytał chłopak.
- Bill..- bąknęłam. - No bo....
-Rumienisz się? - uśmiechnął się szeroko.
- A co? - odpowiedziałam patrząc w jego czekoladowe oczy z źrenicami jak głowki od szpilek. - Ślepy jesteś?
On tylko się uśmiechnął i powiedział, że idzie wziąć prysznic. Gdy wyszedł odetchnęłam i ciężko opadłam na kanapę. Po kilkunastu minutach przyszedł w samym ręczniku i spytał czy wiem, gdzie jest jego cholerna koszulka. Prześliznęłam się wzrokiem po jego ciele
- Nie wiem... Ale fajna palma - palnęłam..
Popatrzył pytająco i tylko zaśmiał się cicho, zarumienił i oznajmił,że idzie szukać na górze.
Zaczęłam oglądać TV, a gdy wszedł odruchowo na niego spojrzałam. Uśmiechnął się.
-Jak się czujesz? - spytałam by przerwać tę nieszczęsną ciszę.
- Okropnie, ale mam kogoś przy kim czuję się znacznie lepiej.
Jęknęłam. Klepnęłam miejsce obok siebie na kanapie. Nalałam nam wody do szklanek i nie odrywając wzroku od telewizora spytałam ile to trwa.
-Kilka... Kilka miesięcy, zaczęło się na imprezie, nie wiedziałem co robię... a może właśnie wiedziałem, koledzy powiedzieli, że przecież po kilku kreskach nic mi sie nie stanie..- zaśmiał się smutno. - A potem to już samo... Chciałem to powtórzyć, i jeszcze, i jeszcze.
Położyłam głowę na jego ramieniu i splotłam nasze palce.
-Będzie dobrze - wyszeptałam. - Pomogę Ci.
Nie wiem jak, ale mu pomogę. Muszę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz